Wbrew pozorom wyborcy PiS-u i Platformy są do siebie podobni w jednym – są raczej niezmienni w swoich decyzjach. Od 2005 roku w każdych kolejnych wyborach prezydenckich poparcie dla kandydatów tych partii w I turze głosowania rozkładało się bardzo podobnie w całej Polsce. Nawet dziś, przy rosnącej depolaryzacji, kandydat PiS, czyli Prezydent Duda, może liczyć na ponad 97% wyborców “swojej” partii, a Małgorzata Kidawa Błońska na prawie 75%.
Od Lecha Kaczyńskiego do Andrzeja Dudy
15 lat w polityce to bardzo dużo. W tym czasie Prawo i Sprawiedliwość miało trzech różnych kandydatów na Prezydenta – Lecha Kaczyńskiego (2005 r.), Jarosława Kaczyńskiego (2010 r.) oraz Andrzeja Dudę (2015 r.). Z kolei Platforma miała ich dwóch – Donalda Tuska (2005 r.) i Bronisława Komorowskiego (2010 r. i 2015 r.). Mimo różnych osobowości i sytuacji politycznej mapa poparcia dla tych kandydatów w I turze wyborów prezydenckich na przestrzeni tych kilkunastu lat nie zmieniła się aż tak bardzo.
Częstym błędem przy prognozowaniu wyników kolejnych wyborów jest zapominanie, że wyborcy kierują się silnym “konserwatyzmem” swoich wyborów, a poszczególne regiony mają bardzo duże przywiązanie do głosowania na daną partię/kandydata. Między innymi dlatego tak często, błędnie, przywoływany jest przykład Andrzeja Dudy, którego dobrego wyniku nie spodziewali się komentatorzy. Pewnie niewielu mogło liczyć na porażkę Bronisława Komorowskiego, ale dobry wynik Dudy można było przewidzieć choćby na podstawie wyników Lecha i Jarosława Kaczyńskich, a także z wyników PiS (w 2014 w wyborach samorządowych PiS otrzymał 26,85% głosów do sejmików, rok później Andrzej Duda w I turze otrzymał 34,76%). Andrzej Duda mógł liczyć na tę samą bazę wyborców, która przez 10 lat przed wyborami prezydenckimi w podobnym stopniu głosowała na kandydata tej partii (i na samą partię).
Podobny błąd popełniają dziś ci, którzy nie doceniają potencjału wyborczego Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, spodziewając się kandydata, który zrobi niespodziankę w wyborach prezydenckich 2020 i przejdzie, zamiast Kidawy-Błońskiej, do II tury. To oczywiście może się wydarzyć w dwóch przypadkach. Po pierwsze, gdyby doszło do silnej korozji wyborców KO (spadek poparcia dla tej partii poniżej 15-20% – żaden sondaż nie pokazywał takiego wyniku KO od dobrych dwóch lat). Po drugie, w przypadku spadku “lojalności” wyborców KO poniżej ok. 40-50% (w ostatnim badaniu IBSP na MKB chce głosować prawie 75% wyborców KO).
Elektoraty głosują na “swoich”
Pewnym mitem w debacie publicznej jest też przywoływanie sytuacji, w której dany kandydat jest w stanie odebrać innej partii poparcie. Mówi się tak na przykład w przypadku Szymona Hołowni, który dzięki swoim konserwatywnym poglądom miałby podbierać poparcie Andrzejowi Dudzie. W badaniu IBSP Szymon Hołownia może liczyć na niecały 1% wyborców PiS (w porównaniu z 12% wyborców KO i aż 20% wyborców PSL). Wyborcy PiS od wielu lat wykazują się bardzo wysoką lojalnością wobec “swoich” kandydatów. W tym samym badaniu IBSP prawie 97% wyborców PiS, zdecydowanych na kogo chce zagłosować (zdeklarowani wyborcy), chce poprzeć Andrzeja Dudę. Wyniki exit poll po wyborach parlamentarnych pokazały, że wyborcy PiS z 2015 roku w 90% głosowali ponownie na tę partię, zdecydowanie wyprzedzając tu pozostałe ugrupowania.
W ostatnim badaniu IBSP wśród lojalności wyborców partii w stosunku do “swoich” kandydatów nie było dla nas niespodzianką, że drugie miejsce wśród lojalności zajmują wyborcy Koalicji Obywatelskiej (75%). Jest to zdecydowanie więcej niż lojalność wyborców Konfederacji wobec Krzysztofa Bosaka (55%), wyborców PSL w stosunku do Władysława Kosiniaka Kamysza (50%) oraz wyborców Lewicy w stosunku do Adriana Zandberga (45%).
Przywiązanie wyborców PiS i PO nie zrodziło się z dnia na dzień i nie zmieni się nagle, bez uprzedzenia. PSL dla przykładu ma sporą historię świetnych wyników w wyborach samorządowych, przyzwoitych wyników w wyborach parlamentarnych i fatalnych wyników w wyborach prezydenckich, podobnie jak Lewica. Czy wybory w 2020 roku będą inne niż historia ostatnich 15 lat? Na razie nie widać przekonujących danych, które by to potwierdzały, zdecydowanie większe jest za to prawdopodobieństwo, że wyborcze mapy Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej będą przypominać te sprzed 5, 10 i 15 lat.